1

2

3

4

5

 

Użyteczność i wygląd

Są ludzie praktyczni i są estetycy. Są osoby inwestujące tylko w swoje wnętrze oraz ci, dla których podstawę stanowi dbanie o wygląd. Jedni będą kupować tony książek i przydatnego w nauce sprzętu, drudzy wydadzą całą pensję na kosmetyki i ubrania. A potem jedni i drudzy od rodziny wezmę pożyczkę na jedzenie, bo zasoby portfela już im się wyczerpały. Na szczęście te skrajności nie są aż tak powszechne. Większość z nas łączy w sobie elementy praktyczne i estetyczne, uważając, że ważne jest i wnętrze, i zewnętrzna powłoka człowieka. Kupujemy więc ładne ubrania, ale nasza egzystencja nie sprowadza się do nowej bluzki czy wpisujących się w trendy kolczyków. I chociaż i my czasem prosimy bliskich o pożyczkę na jedzenie, to tylko dlatego, że chcemy inwestować w siebie na różnych poziomach, bez odchyłów w jedną stronę. Oczywiście, proporcje bywają różne. Są praktycy z drobnymi zamiłowaniami do estetycznego wyglądu i są estetycy z drobnymi skłonnościami do myślenia o praktycznej stronie życia. Póki tak się sprawy mają, wszystko jakoś idzie do przodu. Najgorsi natomiast są nawet nie ci zapatrzeni tylko w jedno pragnienie. Nie ci, którzy wyłącznie chcą być mądrzy. Nie ci, którzy wyłącznie chcą być piękni. Najgorsi są ludzie, którym nie zależy ani na wyglądzie, ani na umyśle. Żyją bez celu i bez sensu.

Pierwsza komunia do przesady

Coraz częściej czyta się przerażające doniesienia na temat mody komunijnej. Kiedyś było oczywiste, że tego dnia zaprosi się najbliższych dziecka na uroczysty obiad, który mama i babcia planowały od dawna. Maluch dostanie też prezenty na pamiątkę tego ważnego dnia. Pewnie jakieś pieniądze, może rolki, rower (chociaż i to uważano często za przesadę). I koniecznie biżuteria. Złoty czy srebrny medalik na łańcuszku stanowił podstawę mody na komunijne prezenty. Był nie tylko ładny i na temat, bo wszak z motywami religijnymi związany, ale też mógł zostać potraktowany przez rozsądnych rodziców jako zabezpieczanie na przyszłość, skoro drogie kruszce są odporne na zawirowania polityczne. Tymczasem dzisiaj taki łańcuszek zostałby uznany przez dziecko za żart lub najwyżej przystawkę do tabletów i komputerów. A rodzinna impreza musi być w restauracji i właściwie przypominać wesele. Swoją drogą, wesela też stają się karykaturą siebie samych. Jednak warto zastanowić się, jak w przyszłości będzie myślało o świecie dziecko, które już w wieku ośmiu lat miało coś na kształt wesela. Prawdopodobnie, gdy przyjdzie do prawdziwego wesela, trzeba będzie wynająć kryty stadion. Oby ślubne obrączki nadal były wtedy bardzo istotne, a nie traktowane obojętnie – tak jak dziś te biedne komunijne medaliki na łańcuszku.

Książka jak bransoletka

Coraz częściej mówi się o modzie na czytanie. To piękne, szkoda tylko, że czasem przybiera karykaturalną postać. Pewnie lepiej, jeśli w dobrym guście jest przyznawanie się do obcowania z książką, a nie bezlitosne wyśmiewanie miłośników lektury i za stylową uważanie pogardy dla słowa czytanego. A jednak moda na lekturę czasami także bywa złudna. Nagle wszyscy wpisują w życiorysach, że interesują się na przykład literaturą iberoamerykańską, a w rozmowie nie są w stanie wymienić nawet jednego pisarza tego nurtu. W pewnych kręgach z kolei przestaje mieć znaczenie, co się czyta, a książka staje się dodatkiem, który trzeba mieć przy sobie, by uchodzić za mądrego. Egzemplarz powieści to wtedy przedłużenie modnego stroju i biżuterii, a nie przedłużenie jakiejś głębszej myśli. A jeśli ktoś już coś przeczyta, to koniecznie musi się tym podzielić z całym światem. Już chyba lepsi są ci, dla których książka jest jak bransoletka, od tych, którzy koniecznie muszą pisać ze wszystkiego recenzje i ogłaszać je w Internecie. Nawet, jak ktoś nie umie sklecić zdania po polsku, to uważa się za krytyka literackiego i czuje powołanie, by oceniać największych pisarzy. Czasem robi się tęskno za momentem dziejowym, kiedy książki nie były dostępne dla wszystkich. Wtedy przynajmniej nie wszyscy pisali o czytaniu.

Wszystko w naszych rękach

Skończyły się bolesne czasy, kiedy miłośniczki kolczyków, bransoletek i naszyjników skazane były wyłącznie na sklepowe katalogi i aukcje internetowe. Teraz w modzie jest ręcznie robiona biżuteria. I, co więcej, każda z nas może sama spróbować coś takiego wytworzyć. Wprawdzie sama jeszcze nie próbowałam, ale widzę to po znajomych, których nigdy nie podejrzewałabym o manualne talenty. Zawsze narzekały, że mają maślane ręce, a teraz godzinami projektują i sklejają wymyślne wzory. Kupują w hurtowych ilościach materiały, z których potem tworzą. Niektóre koleżanki odkryły nawet, że jest to pomysł na biznes. I teraz sprzedają swoje dzieła krewnym i znajomym, którzy nie wierzą, że mogliby sami zaprojektować sobie wymarzone ozdoby. Cóż, do odważnych świat należy, a ci mniej odważni muszą płacić tym odważnym, żeby jakoś nadążyć z trendami świata biżuterii. I chociaż póki co należę do grupy płacących, to jestem coraz bliższa podjęcia decyzji o zrobieniu czegoś własnego. Chociaż małego naszyjnika w moich ulubionych czarno-białych barwach. A jeśli się nie uda, to trudno. Przewaga robienia biżuterii przez amatora nad robieniem przez niego posiłku jest taka, że przynajmniej nikt się nie otruje. Do kuchni się więc nie zbliżam. A do prowizorycznego warsztatu jubilerskiego może wreszcie niedługo podejdę.

Nadążyć z gustem malucha

Zajmowanie się kilkulatkiem niesie wiele wyzwań. Mówi się o czyhających na malucha niebezpieczeństwach. Trąbi się o zagrożeniach zdrowia i życia. Oczekuje się od bycia w kilku miejscach naraz, by dziecko nie zrobiło sobie krzywdy. A jednak nadążanie za kilkulatkiem ma wymiar nie tylko dosłowny, kiedy trzeba być szybkim i uprzedzić pomysły podopiecznego. Równocześnie trzeba nadążać za gustem dziecka. Bo jak tu kupić małemu prezent pod choinkę, gdy nie wie się, co teraz jest modne wśród przedszkolaków? Dla mamy malucha podarujemy modną biżuterię i po sprawie. A dziecku? Czy w tym sezonie bohaterami trzyletnich chłopców są postacie rodem z Disneya, czy raczej mroczniejsi herosi z komiksów? A nawet, jeśli znamy odpowiedź i nastawiamy się na figurki postaci obdarzonych mocą ściągania przestępców, to i tak staniemy przed straszliwym dylematem: Batman czy Spider-Man? I co zrobić z ukuciem w sercu, kiedy widzimy rozczarowanie malucha, bo przecież on nie lubi Batmana (Spider-Man) za to kocha Spider-Mana (Batmana)? Nadążanie za trendami w przedszkolu jest pewnie mniej ważne niż nadążanie za dzieckiem, które właśnie dopadło pudełko zapałek. Ale taż jest istotne. Przecież trafiony prezent na długo pozostaje w pamięci dziecka i często staje się w niej nie tylko misiem, ale misiem, którego dostało się od konkretnej osoby.

Moda na odpoczynek

W jednym sezonie Polacy rzucają się na wyjazdy zagraniczne, by w innym powrócić na łono rodzimej przyrody i walczyć o miejsce w polskim pensjonacie czy domu wczasowym. W jednym roku króluje Chorwacja (i podobno tak właśnie ma być w najbliższym wakacyjnym sezonie), w innym koniecznie trzeba jechać do Egiptu, żeby zobaczyć piramidy. A w każdym razie po to, żeby zrobić sobie na ich tle zdjęcie na portal społecznościowy, a wtedy przyglądać się im specjalnie nawet nie trzeba. A jeśli Polska, to raz góry, raz morze. Pewnego lata nasi rodacy szturmują Zakopane, by nagle rok później odwrócić się plecami do Tatr i ruszać tłumnie nad Bałtyk. To zaskakujące, jak moda, sytuacja polityczna i finansowa wpływają na nasze wakacje. Wyjazd staje się jak modna garderoba i biżuteria. Zamiast trzymać się miejsc, w których czuliśmy się dobrze, gonimy za tym, co wpisuje się w wakacyjne trendy. Wydaje nam się, ze modne musi być lepsze i nasze problemy znikną, jeśli podążymy za wycieczkowymi trendami. To tak, jakbyśmy łudzili się, że skoro dany kurort jest modny, to pogoda tym razem na pewno nie spłata nam figla, nie pokłócimy się z rodziną i nie zostaniemy okradnięci na targu. A potem rozczarowanie, bo pada, z bliskimi nie rozmawiamy, a portfel przepadł. I tak co roku. A w domu na pewno nie zostaniemy. Przecież wakacje są w modzie.

Rozsądek zawsze w cenie

Do jakiego stopnia należy podążać za trendami? Kiedy następuje przekroczenie granicy, za którą już nie jesteśmy modni, lecz stajemy się śmieszni? Zaczyna się niewinnie. Już dzieci chcą mieć te same zabawki, co ich znajomi. Kiedyś modne były konkretne modele lalek, dzisiaj nacisk położony jest na konkretne, jak najnowocześniejsze, modele tabletów. Ale mechanizm pozostaje ten sam. Potem wiek nastoletni i koniecznie ta a nie inna bluzka, ta a nie inne biżuteria, ten a nie inny ulubiony zespół muzyczny, którego nowy hit grają wszystkie stacje radiowe i telewizyjne. A później dorosłość, kiedy wprawdzie nazwa ulubionej kapeli traci często na znaczeniu, ale marki ubrań nawet nabierają wartości. Bo jak tu się pokazać na biznesowym spotkaniu w niemodnej garsonce? Jak iść pobiegać ze znajomymi w rozdeptanych tenisówkach zamiast najnowszego modelu adidasów, które przecież łagodzą wszelkie nierówności, a przy tym mają tak wyraźne logo, że sąsiad z drugiego piętra zauważy nasz modny zakup? W którym momencie chęć podobania się sobie i innym poprzez nadążanie za trendami staje się nie tylko koniecznością człowieka na jakimś poziomie, nie tylko drobnym kaprysem kogoś, kogo stać na bycie modnym, lecz już śmiesznością, dziwactwem? Chyba jedyną odpowiedzią jest zdanie się na własny rozsądek. Ten wszak nigdy z mody nie wychodzi.

Udawana ucieczka od mody

Wszyscy chcemy być postrzegani jak najlepiej. A często to, jak jesteśmy postrzegani, zależy od tego, na ile nadążamy za trendami. Nawet ludzie mocno aspołeczni mają chyba czasami moment zwątpienia w siebie i chcieliby, żeby ktoś ich zauważył, docenił nie tylko ich wnętrze, ale też powłokę zewnętrzną. Wprawdzie myśli te szybko im mijają, bo osoby te przypominają sobie, że w sumie to wcale nie lubią towarzystwa i nie zależy im na uznaniu. Ale wydaje się, że często to tylko wmawianie sobie, że gra nie jest warta zachodu. A czasem tacy pozornie wyalienowani osobnicy tylko udają samotników, bo właśnie to jest w danym momencie modne. Odrobina tajemnicy, wizerunek outsidera, do tego najlepiej motor i gitara. Czasem twierdzenie, że ucieka się od nadążania za modą, to tylko kokieteria. Paradoksalnie wyjście z mody może być – w pewnych sezonach – modne. Prowadzi to do sytuacji, że fani trendów naśladują wrogów oglądania modowych katalogów. I co mają w tej sytuacji zrobić ci wrogowie? Na złość zacząć nadążać za trendami, żeby odróżnić się od ludzi, którzy zabierają im enklawę prawdziwej niezależności? Zacząć nosić modne ciuchy i biżuterię? Czy też posunąć niedbanie o modę do ekstremalnych wartości i już całkiem przestawić się na łachmany? Sytuacja bez wyjścia. I kolejny paradoks mody rządzącej naszym życiem.

Ubrania i samochody

Tak to już jest, że mody się zmieniają. Z ubraniami sprawa jest oczywista. W tym sezonie takie kolory, a w kolejnym inne. I wstyd się pokazać w zeszłorocznych. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś przywiązuje wagę do tych spraw i nie chodzi od dwudziestu lat w tej samej bluzce, która może i kiedyś miała jakieś kolory, ale po tylu praniach trudno je określić. W wypadku biżuterii też wypada się dostosować do aktualnych trendów. W pewnym sensie moda rządzi też samochodami czy wystrojem wnętrz, chociaż przy tych dwóch kategoriach nie musimy zmieniać wszystkiego aż tak często. I całe szczęście. Trudno wyobrazić sobie, że meblujemy mieszkanie, po czym, gdy ledwo udało nam się skończyć męczący i absolutnie wywracający domownikom życie remont, to już okazuje się, że takie fotele są zupełnie nie do przyjęcia według dyktatorów mieszkaniowej mody, więc trzeba biec do sklepu po nowe. Wymiana samochodu dosłownie co sezon też nie jest koniecznością. Pewnie niektórzy mogą sobie pozwolić na przetasowania. Kabriolet na lato, terenowy na zimę, a na wieczór – do małej czarnej i garnituru – koniecznie limuzyna. Ale chyba nawet tacy bogacze nie kupują nowych samochodów tylko dlatego, że akurat wyszła kolekcja wiosenna czy jesienna. A szkoda – może stare modele oddawaliby by wtedy biedniejszym. Na przykład mnie.

Sezon na biżuterię

Znowu idzie lato, chociaż jakby wolniej niż zwykle. A z nim coroczne dylematy: jak się ubrać do pracy w upale? Często skupiajmy się wyłącznie na kwestiach elementarnych. Debatujemy same ze sobą przy szafie na przykład o tym, która bluzka będzie najlepsza. Sprawdzą się raczej spodnie czy może spódnica? A buty wysokie, eleganckie i niewygodne czy też te nieco prostsze, za to komfortowe? Czasem myślimy takimi schematami i zapominamy, że nawet przy luźnym stroju możemy podnieść swój poziom elegancji jakimś gustownym dodatkiem. Na przykład modna biżuteria sprawi, że nawet w letniej koszuli będziemy wyglądać profesjonalnie. Urocza cienka bransoletka nie spowoduje przecież, że upał bardziej da się nam we znaki. A przy tym udowodnimy, że nawet wysokie temperatury nie odciągają naszych myśli od dbania o wizerunek własny, a przez to i o wizerunek naszego miejsca pracy. Lekki łańcuszek wysokiej jakości też nie zaszkodzi naszej zmęczonej upałem skórze, a może bardzo dobrze wpłynąć na nasze psychiczne samopoczucie. Taki jeden mały drobiazg, a o ile atrakcyjniejsze się czujemy w oczach zwierzchników, współpracowników i klientów. Czasem, zamiast godzinami stać przy szafie, tonąć w modowych dylematach, lepiej poświęcić więcej czasu na stanie przy szkatułce z naszą biżuterią i wybór czegoś odpowiedniego na tę porę roku.