Udawana ucieczka od mody

Wszyscy chcemy być postrzegani jak najlepiej. A często to, jak jesteśmy postrzegani, zależy od tego, na ile nadążamy za trendami. Nawet ludzie mocno aspołeczni mają chyba czasami moment zwątpienia w siebie i chcieliby, żeby ktoś ich zauważył, docenił nie tylko ich wnętrze, ale też powłokę zewnętrzną. Wprawdzie myśli te szybko im mijają, bo osoby te przypominają sobie, że w sumie to wcale nie lubią towarzystwa i nie zależy im na uznaniu. Ale wydaje się, że często to tylko wmawianie sobie, że gra nie jest warta zachodu. A czasem tacy pozornie wyalienowani osobnicy tylko udają samotników, bo właśnie to jest w danym momencie modne. Odrobina tajemnicy, wizerunek outsidera, do tego najlepiej motor i gitara. Czasem twierdzenie, że ucieka się od nadążania za modą, to tylko kokieteria. Paradoksalnie wyjście z mody może być – w pewnych sezonach – modne. Prowadzi to do sytuacji, że fani trendów naśladują wrogów oglądania modowych katalogów. I co mają w tej sytuacji zrobić ci wrogowie? Na złość zacząć nadążać za trendami, żeby odróżnić się od ludzi, którzy zabierają im enklawę prawdziwej niezależności? Zacząć nosić modne ciuchy i biżuterię? Czy też posunąć niedbanie o modę do ekstremalnych wartości i już całkiem przestawić się na łachmany? Sytuacja bez wyjścia. I kolejny paradoks mody rządzącej naszym życiem.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.