Rozsądek zawsze w cenie

Do jakiego stopnia należy podążać za trendami? Kiedy następuje przekroczenie granicy, za którą już nie jesteśmy modni, lecz stajemy się śmieszni? Zaczyna się niewinnie. Już dzieci chcą mieć te same zabawki, co ich znajomi. Kiedyś modne były konkretne modele lalek, dzisiaj nacisk położony jest na konkretne, jak najnowocześniejsze, modele tabletów. Ale mechanizm pozostaje ten sam. Potem wiek nastoletni i koniecznie ta a nie inna bluzka, ta a nie inne biżuteria, ten a nie inny ulubiony zespół muzyczny, którego nowy hit grają wszystkie stacje radiowe i telewizyjne. A później dorosłość, kiedy wprawdzie nazwa ulubionej kapeli traci często na znaczeniu, ale marki ubrań nawet nabierają wartości. Bo jak tu się pokazać na biznesowym spotkaniu w niemodnej garsonce? Jak iść pobiegać ze znajomymi w rozdeptanych tenisówkach zamiast najnowszego modelu adidasów, które przecież łagodzą wszelkie nierówności, a przy tym mają tak wyraźne logo, że sąsiad z drugiego piętra zauważy nasz modny zakup? W którym momencie chęć podobania się sobie i innym poprzez nadążanie za trendami staje się nie tylko koniecznością człowieka na jakimś poziomie, nie tylko drobnym kaprysem kogoś, kogo stać na bycie modnym, lecz już śmiesznością, dziwactwem? Chyba jedyną odpowiedzią jest zdanie się na własny rozsądek. Ten wszak nigdy z mody nie wychodzi.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.