Odkrycia z galerii

Wystarczy pospacerować po dużej galerii handlowej, by przekonać się, że człowiek dotychczas jeszcze nic nie wiedział o świecie. Czasem zaskoczenia są przykre, gdy modne akurat zestawienia kolorów firmowych butikach sprawiają, że najchętniej schowałabym się w mysiej dziurze i próbowała tam jakoś wyprzeć te widoki z pamięci. Czasem jednak można odkryć coś wspaniałego. I często nie trzeba tych odkryć szukać w siedliskach wielkich producentów, w drogich sieciowych sklepach. Moje najbardziej udane zakupy z ostatnich dni to bransoletki i naszyjniki sprzedawane w zaułku pobocznego przez jeszcze młodsze ode mnie dziewczyny. Byłam bardzo zaskoczona, gdy okazało się, że to one sama stworzyły wszystkie projekty i wspólnie je zrealizowały. Poczułam się wprawdzie strasznym beztalenciem, ale mój ból szybko przygasł, kiedy stałam się szczęśliwą posiadaczką czarnej bransoletki w stylowym czarno-czerwonym klimacie. A już zupełnie poprawił mi się nastrój, kiedy artystki dobrały mi do tej bransoletki naszyjnik w tych samych kolorach, ale z odwrotnymi proporcjami. Biedniejsza o kilkadziesiąt złotych, ale bogatsza o jedyne w swoich rodzaju dzieła, wyszłam z galerii handlowej przekonana, że czasem warto szukać odkryć tam, gdzie prowadzą mniej wydeptane ścieżki. A ciemne zaułki nie są czasem takie znowu straszne.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.